Wednesday, June 15, 2011

ferie zimowe...




























































Kochani, oto Cameron Highlands, czyli najchlodniejsze miejsce w Malezjii. MMZ robi w edukacji, wiec nalezaly Mu sie 2 tygodniowe ferie. Trzeba bylo wyciagnac z waliz swetruchy zimowe, w ktorych przybylismy tu w styczniu, bluzy z kapturami, skarpety (w sandalach, bardzo sexy, ale butow zakrytych nasze dzieci nie posiadaja, gdyz nie ma potrzeby...!) i kita zwiedzac plantacje herbaty (powyzej: Teo, z mina, na herbacie i rzut na labirynt krzakow herbacianych - wyglada jak mieciutki dywan, ale nim nie jest. Jest krzakiem drapieznym siegajacym ramion 4,5 letniego chlopca). I MMZ, i 13 miesieczna Ninuta szalejaca po prostu na placach zabaw, bo papugujaca wszystko po Teolu, wiec jest wchodzenie na zjezdzalnie po zjezdzalni, poscig w tubach, zwisanie na linie i inne wyczyny. (Az sie zapisalam z kolezanka po sasiedzku na 'mother&toddler group', czyli wiecej wyczynow, ale pod okiem experta i mnostwo atrakcji dla malych raczek, glowki i brzuszka! 90 minut raz w tygodniu, zeby sie utwierdzic, ze wszystko jest w normie!). Na koniec obraz Moneta 'Zdziwienie' na widok palmy paprotkowej. Masz to w Polsce?!

portrety z Langkawii

babcia-wnuczka/Teos-plaza






















matka-corka/corka-matka
























rodzina/ojciec dzieci(om)





















I tak przemile i relaksujaco spedzilismy kilka dni na rajskiej plazy, ktorej NB Ninutka sie totalnie brzydzila. Ani stapac, ani zamki budowac, a jak sie na koc nasypalo, to rany boskie! Krolewna i tyle.


To byly nasze pierwsze odwiedziny Langkawi po 6 latach! Nic sie nie zmienilo, cale szczescie. Prymityw malezyjski jak byl tak jest. I bardzo dobrze. W prymitywie dobrze sie wypoczywa.