Thursday, October 24, 2013

No wiec obejrzalam. Najnowszy film z GB (Gabriel Byrne - moja platoniczna  milosc). Wysledzilam na forach, znalazlam bardzo kiepska kopie nagrana spod krzesla przy ruchliwej ulicy, ale zciagnelam! Film 'Le Temps De L'Aventure' (tlumaczenie: 'Just A Sigh', taaaaa) z GB i francuska aktorka i przez francuskiego rezysera. Najwazniejsze sceny sa in English, wiec jestesmy w domu, czesc mniej zrozumiala ma niedlugo zostac przetlumaczona na jezyk swiata. Czekamy.

Jestem odurzona bliskoscia tego filmu. GB nie gra, On jest, pokazuje siebie z niezwykla gracja, czyli, jesli gra, to minimalistycznie. Z reszta On taki jest, ze jednym spojrzeniem opowiada cala historie. Jest tam mnostwo emocji, a chlopak sie trzyma w ryzach. Ale, zeby sie trzymac w ryzach i w tym samym momencie pokazac widzowi, ze ma te emocje, ale je skrywa, to jest SZTUKA. I chce sie tam wejsc i powiedziec, stary wszystko bedzie all right, przytulic, itd. Cholera Jasna!


Do tego, to nasza historia ze Stifkiem.

le-temps-screencap-180-cropped

Dzis Ninka mi ni stad ni zowad mowi, jak sobie siedzimy (ja i dzieci) na podlodze i gramy w domino - kolory, 'bo Ty sie nie chcesz wcale z nami bawic w naszym pokoju, tylko z tatusiem w Waszej sypialni.'

A to ci.

Monday, October 14, 2013

przyjecie zareczynowe

Corka mojej dobrej kolezanki Malajki, Farah (zdjecie), zostala poproszona o reke przez swojego dlugoletniego chlopaka. Wyjezdza w srode na uniwerek na poludnie Malezji (ok. 500 kilosow od rodzinnego domu) na 3 lata. Chlopak sie przestraszyl i sie oswiadczyl. Bywa. No i w niedziele odbylo sie przyjecie, na ktore jako jedyna nie-Malezyjka, nie mowiac juz nie-Malajka, zostalam zaproszona. Zaszczyt kopnal, nie powiem. Znamy sie troszeczke, prawda.

Impreza po calaku, w domu rodzinnym rodzicow narzeczonej. Najpierw tylko rodzina i przyjaciele, kupa pysznego zarcia. Potem wjechala rodzina narzeczonego z prezentami w postaci slodyczy dosc kiermaszowo wyeksponowanych (zdjecie) i zaczela sie negocjacja. Tzn, najstarszy facio kazdego rodu (kobiety, to tylko w kuchni zamiataja...) negocjuje warunki, na ktorych rodziny pary przystaja na narzeczenstwo. Dziadek Farah'y (zdjecie z wnuczkiem, bratem Farah'y) bronil jej wolnosci podpierajac sie faktem nauki, a druga strona (zdjecie) nalegala na slub juz za rok podpierajac sie gruba kasa. Wynegocjowali slub za 2 lata, wszelkie koszty pokrywane przez rodzine narzeczonego i na dzis 10 tauzenow. Czyli taki depozycik, dziewczyna jest zarezerwowana, niech sie doksztalci, nic jej to nie zaszkodzi itd. NIEZLA PRZYGODA!! Po negocjacjach przyszla pora na sesje zdjeciowa z narzeczona i przyszla tesciowa zalozyla Jej na palucha pierscionek. WAZNE: Narzeczony nie bral udzialu w obchodach. Slabo?!?!?!?!?!?!?!!?!?! Upieklo Mu sie, jednym slowem. Izan, moja kolezanka, wyjasnila, ze przyjdzie wieczorem, jak juz nikogo nie bedzie, na pogaduchy z przyszlymi tesciami. A tesciowka wklada pierscien, bo narzeczony nie moze dotknac narzeczonej az do slubu. (A, to dlatego tak im sie spieszylo....!)

A my w srodku tego calego zamieszania siedzimy jak na tureckim kazaniu (,czy tez malezyjskich zareczynach!). Mysle, zdjecia trzebaby pykac, ale glupio tak po twarzach, taka chwila, obie rodziny przysluchuja sie kazdemu slowu kazdej ze stron, no nie. Steve wpadl jednak na pomysl i dal Ninie swoj telefon, a ta, z niedowierzaniem jaki to tato dzis serdeczny, dalej pstrykac. Voila les resultats:


 







Urodziny Teola. 7me.

Bylo to 26 wrzesnia roku pamietnego, ale party odbylo sie juz w pazdzierniku. Opoznienie spowodowane bylo moim brakiem koncepcji na owe party. Ale jak mnie natchnelo, to proszszsz. Czekoladowe Fondue. W przemilej kafejce belgijskiej w pasazu na tylach porciku. Wierni Przyjaciele sie stawiwszy, wszyscy sie obiedli, potem kalorie spalili (dzieci) na nadmuchanym zamku (wiem, niebezpieczne, ale my lubimy ryzyko...) no i doprawione pizza i winkiem w italianskiej knajpeczce wieczorowo poro.

Fotos: