Friday, December 2, 2011
Monday, November 28, 2011
a tam, od razu glusza...
Ja mam taki zalozony srednik 2 miechy i sie w nim jak na razie mieszcze, wiec bez paniki, Pecku i inni!
Obiecywalam foty, ale laptop byl padl i ni ma. Tlumacze sobie, ze to znak, ze z nadchodzacym NR trzeba robic lepsze zdjecia...?!
A ogolnie to tak, byla Mama na urodzinach wnuczka, bylo super, ale bez zadnych wyskokow tropikalnych. Pora deszczowa u nas, prosze Panstwa, wiec codziennie sciana deszczu, ze przy zamknietych oknach nie slychac sie nawzajem, a potem parowka na maxa. Teraz idzie grudzien i powodzie, z kolei, wiec wybierzemy sie na wakacje (szkolne) w rejony bezpowodziowe lub malopowodziowe. Tajlandia odpada, moze gdzies na poludnie, Bali, albo inna wyspa indonezyjska.
W pazdzierniku byl jeszcze konert inaguracyjny na koniec roku przedszkolnego. Teol jedyna biala glowa byl w srodeczku we wszystkich ukladach tanecznych. No i ten stroj! Sa jeszcze foty na aparacie, wiec przesle wkrotce. MMZ ma obecnie MacBook Pro, cokolwiek to oznacza, spisalam nazwe z ramki, i w zwiazku z powyzszym nie wiem jak zapodac pikczersy z aparatu na bloga. Prosta dzieucha jestem, ale dojde do tego, a co!
Caluje Was na razie, przed NR sie odezwe! Promys!
p.s. Na razie prosze podziwiac mojego syna spiewajacego chinska piosenke - proba w przedszkolu przed koncertem! http://www.youtube.com/watch?v=NvN4iIpfSjs
Tuesday, August 30, 2011
ramadan, ramadan i po ramadanie
Dzis Muzulmanie swietuja koniec diety-cud, czyli Ramadanu. Glodzily sie biedaki przez miesiac dla Allaha jedzac do wschodu i po zachodzie slonca ONLY. W miedzyczasie ani picie, ani palenie, ani sex, o jedzeniu juz nie mowiac. Pamietam 5 lat temu jak pracowalam z Malezyjczykami podczas Ramadanu, ledwo zyli. Dzieciaki lezaly na lawkach bez zycia, nauczyciele latali tylko sie spryskiwac woda, ze niby sie czyszcza dla Allaha, bo czesciej sie wtedy modla a do tego musza sie obmyc, ale tak naprawde zeby sie obudzic ze snu glodowego i moc przezyc do zachodu slonca, czyli do 19.30. No, ale czego sie nie robi dla Allaha, powiedzmy sobie szczerze.
W kazdym razie ciesza sie, ze juz koniec, strzelaja fireworki i pewnie niezle zarcie odchodzi!
Co do bardziej microspraw, czyli nas, to Stif ma tydzien wypoczynu, ale nie wybralismy sie nigdzie, glownie ze wzgledu na koniec Ramadanu i jutrzejszy Dzien Niepodleglosci (od Brytyjczykow), co oznacza, ze ludziska rozproszyli sie po calym kraju, szczegolnie miejscach wypoczynkowych i wypoczywaja. My w tlumie nie potrafimy, wiec we 4. jestesmy lokalnie lub zapodajemy wypady 1-dniowe. Bardzo ok, zwazywszy, ze MMZ ma wylaczony telefon a radary nastawione prorodzinnie.
Ostatnio pisalam o feriach zimowych i umknal mi wazny fakt towarzyski. Mianowicie tuz przed feriami, na placu zabaw poznalam kolezanke Trini i Jej 3-letniego synka Liama. Potem sie okazalo, ze jest i maz, Fabian. A wszyscy from Germany. Jedyny Liam nie szprecha po angliku, ale nie ma to kompletnie wplywu na ich przyjazn z Teolem. Dzieki czemu, NB, Liam zaczal mowic po angliku! A my z Trini jestesmy na jednej fali i spotykamy sie b. czesto na ploty nad kawa i czas z dziecmi. Kto by pomyslal!!
Oprocz powyzszego wszystko w normie. Bede wkrotce apdejtowac pikczersami. Dzisiaj sierpniowe dzieciaczki. Calus.
W kazdym razie ciesza sie, ze juz koniec, strzelaja fireworki i pewnie niezle zarcie odchodzi!
Co do bardziej microspraw, czyli nas, to Stif ma tydzien wypoczynu, ale nie wybralismy sie nigdzie, glownie ze wzgledu na koniec Ramadanu i jutrzejszy Dzien Niepodleglosci (od Brytyjczykow), co oznacza, ze ludziska rozproszyli sie po calym kraju, szczegolnie miejscach wypoczynkowych i wypoczywaja. My w tlumie nie potrafimy, wiec we 4. jestesmy lokalnie lub zapodajemy wypady 1-dniowe. Bardzo ok, zwazywszy, ze MMZ ma wylaczony telefon a radary nastawione prorodzinnie.
Ostatnio pisalam o feriach zimowych i umknal mi wazny fakt towarzyski. Mianowicie tuz przed feriami, na placu zabaw poznalam kolezanke Trini i Jej 3-letniego synka Liama. Potem sie okazalo, ze jest i maz, Fabian. A wszyscy from Germany. Jedyny Liam nie szprecha po angliku, ale nie ma to kompletnie wplywu na ich przyjazn z Teolem. Dzieki czemu, NB, Liam zaczal mowic po angliku! A my z Trini jestesmy na jednej fali i spotykamy sie b. czesto na ploty nad kawa i czas z dziecmi. Kto by pomyslal!!
Oprocz powyzszego wszystko w normie. Bede wkrotce apdejtowac pikczersami. Dzisiaj sierpniowe dzieciaczki. Calus.
p.s. Mama przyjezdza za 24 dni! Hurrrra!!
Thursday, June 16, 2011
Wednesday, June 15, 2011
ferie zimowe...
Kochani, oto Cameron Highlands, czyli najchlodniejsze miejsce w Malezjii. MMZ robi w edukacji, wiec nalezaly Mu sie 2 tygodniowe ferie. Trzeba bylo wyciagnac z waliz swetruchy zimowe, w ktorych przybylismy tu w styczniu, bluzy z kapturami, skarpety (w sandalach, bardzo sexy, ale butow zakrytych nasze dzieci nie posiadaja, gdyz nie ma potrzeby...!) i kita zwiedzac plantacje herbaty (powyzej: Teo, z mina, na herbacie i rzut na labirynt krzakow herbacianych - wyglada jak mieciutki dywan, ale nim nie jest. Jest krzakiem drapieznym siegajacym ramion 4,5 letniego chlopca). I MMZ, i 13 miesieczna Ninuta szalejaca po prostu na placach zabaw, bo papugujaca wszystko po Teolu, wiec jest wchodzenie na zjezdzalnie po zjezdzalni, poscig w tubach, zwisanie na linie i inne wyczyny. (Az sie zapisalam z kolezanka po sasiedzku na 'mother&toddler group', czyli wiecej wyczynow, ale pod okiem experta i mnostwo atrakcji dla malych raczek, glowki i brzuszka! 90 minut raz w tygodniu, zeby sie utwierdzic, ze wszystko jest w normie!). Na koniec obraz Moneta 'Zdziwienie' na widok palmy paprotkowej. Masz to w Polsce?!
portrety z Langkawii
babcia-wnuczka/Teos-plaza

I tak przemile i relaksujaco spedzilismy kilka dni na rajskiej plazy, ktorej NB Ninutka sie totalnie brzydzila. Ani stapac, ani zamki budowac, a jak sie na koc nasypalo, to rany boskie! Krolewna i tyle.
matka-corka/corka-matka
rodzina/ojciec dzieci(om)
I tak przemile i relaksujaco spedzilismy kilka dni na rajskiej plazy, ktorej NB Ninutka sie totalnie brzydzila. Ani stapac, ani zamki budowac, a jak sie na koc nasypalo, to rany boskie! Krolewna i tyle.
To byly nasze pierwsze odwiedziny Langkawi po 6 latach! Nic sie nie zmienilo, cale szczescie. Prymityw malezyjski jak byl tak jest. I bardzo dobrze. W prymitywie dobrze sie wypoczywa.
Monday, May 9, 2011
teo w przedszkolu
Teo juz od miesiaca chodzi do chinskiego przedszkola! W zeszly piatek byla impra na Dzien Matki. Teo tanczyl, ale nie mial zielonego pojecia co robic, patrzyl na inne dzieci i probowal nadarzyc, ale Chinczycy wyszkoleni, musztra od niemowlaka, wiec moj maly cipulek gubil sie w krokach i ukladach, ale usmiechal sie szeroko i bardzo dobrze sie bawil. Oto kawalek video, dobrze, ze taki krotki, zaufajcie mi.
Saturday, April 23, 2011
wielkanoc na wyspie
Z wyspy na wyspe, czyli Wielkanoc po malezyjsku. O co chodzi? A wiec gosci u nas Babusia z Warsaw City. Juz tydzien tu siedzimy i nic, wiec za dwa dni przenosimy sie samolocikiem na sasiednia wyspe, Langkawi. Starzy i wierni czytelnicy moich wywodow o swiecie ze swiata znaja te nazwe! Tak, to wyspa-raj, i wlasnie dlatego stanie sie wyspa 'wielkanocna'.
Caluje wszystkich swiatecznie i nie tylko, oczywiscie!
Caluje wszystkich swiatecznie i nie tylko, oczywiscie!
Wednesday, April 13, 2011
Tuesday, April 12, 2011
Wednesday, April 6, 2011
Wednesday, March 30, 2011
mieszkamy
Mieszkamy sobie w malezyjskim mieszkanku, po naszemu 'w bloku'. Nie nadaja sie jednak to okreslenie na tutejszy 'blok', gdyz wygladem przypomina raczej jakis exlusif resort wypoczynkowy na wyspie w cieplym kraju (czyli tu!). Jest czysty, kolorowy, otoczny palmami i rowniutenko przycietymi zywoplotami (to jeszcze pozostale zboczenie po kolonii brytyjskiej...). Pomiedzy 4 'blokami', w samym srodku naszego 'blokowiska' jest boski basen!! z lezakami dookola, kafejka-barem obok i silownia, kortem squash i tenisem stolowym do uzytku przez wszystkich mieszkancow Sri York, czyli naszego 'blokowiska'. Z naszego przestrzennego balkonu na 3cim pietrze mamy piekny i jakze relaksujacy widok na sasiadujacy park i rzeczke o bardzo trafnej nazwie Air Hitam, czyli Czarna Woda. Ale wybaczamy to rzeczce, gdyz po jej drugiej stronie (po romantycznym mostku tup-tup) znajduje sie Suffolk House, czyli dom z 1780 Ksiecia Walii, ktory byl owego czasu panem tej ziemi (Brytyjczycy panoszyli sie w Malezji od 18go wieku do polowy 20go, dlugie lata/wieki). Teraz jest do zwiedzania, ale rowniez obiadowania, kafejkowania i imprezowania. Kafejkowanie uskutecznialam z dziecmi wiele razy zanim nabylismy expres do kawy (nabylismy expres do kawy!!), a teraz czasami sie tam lanczujemy. Imprezowanie, co to jest? Slyszymy czasem odglosy muzy zza parku poznym wieczorem i tancujemy na balkonie...! Zwiedzanie, juz nie moge sie doczekac. Mama wkrotce przyjezdza, to pojdziemy sie nasycyc pieknem malezyjsko-indyjsko-chinskiej architektury!!
tytul
Tytul zachecajacy, ale nie zrozumcie mnie zle. Nie mieszkamy w drewnianej chatce na palach (chociaz podobno przewiewne sa ci one, jasne, itd., co w tym klimacie sie liczy! Gorzej w nich z prywatnoscia-nie ma podzialu na komnaty, jest tzw. open space. Co kto lubi.). Teraz background, rownie zachecajacy....., no to nie bede komentowac. Jestesmy, w kazdym razie, w naszym nowym malezyjskim domu i ...., jak zwykle, zapraszamy!!
Subscribe to:
Comments (Atom)