Jak Swieta Szanownych Panstwa? Rodzinnie, koscielnie, na wygnaniu? Ja sie podpisuje pod ostatnim, ale nie, zebym narzekala. 30ka na termometrze, lekka bryza, tajskie zarcie, rodzina dookola pluska sie w basenie/morzu i banan na twarzy! To byl krotki, ale jakze esencjonalny opis naszych grudniowych wakacji na znanej juz moim wiernym czytelnikom wyspie-raj, Langkawi. Tak, wybor padl na sasiednia wyspe z powodow lenistwa, tzn. samolotem dzieli nas od niej tylko 35 minut i znamy jej kazdy zakatek, wiec nie bylismy zmuszeni studiowac mapy terenu czy obawiac sie niechcianych niespodzianek, szczegolnie z racji na dzieci. Wypozyczonym samochodzikiem (maly byl, tak?!) objezdzalismy znajome zakatki, kafejki, porciki, byl rejsik lodka rybacka z motorem, niezla przygoda!, wjazd kolejka na najwyzszy szczyt wyspy (kolejka szwajcarska, w produkt miejscowy nie pokladalabym nadziei przetrwania), zjezdzanie na dupie po skalach wodospadu (wylacznie nasz pomysl, w zwiazku z tym puchy!), a tam spotkanie ze stara znajoma malpa! Nie obylo sie rowniez bez wyczynow kaskaderskich Teolcia, czyli przejazd na linie nad stawem! Ja umarlam, syn chcial jeszcze raz.
Po tym wszystkim Teolcio zdecydowal sie schlodzic, odwiedzajac pingwina.
Najlepszego!
No to pięknie! Najlepszego
ReplyDelete