Ale, zeby sie nie przemeczyc za nadto po przerwie swiatecznej, to po niecalych 4 tygodniach znow poltoratygodniowa przerwa. Sie zrelaksujemy, ze cha! A przyda sie, bo posucha az do konca kwietnia. Zorganizowalysmy w kolezankami po fachu (matki) wycieczke w 2 samochody na poludnie naszej wyspy, na dzika plaze. Najpierw byl lanczyk w tajskiej knajpce przy plazy, potem kapanie i ciezka praca w okopach. Ogolnie uskutecznialismy relaks, byly odwiedziny znajomych psow i 'afternoon tea' w naszym stylowym i eleganckim 'Suffolk House' przez rzeczke (dzieci po secie w rakiety). Takie jest ciezkie zycie kur domowych w Malezji.
A styczen, to miesiac rocznic i urodzin. 71. rocznica moich Dzaidkow (laurka od syna, Tomka z NYC) i urodziny Jazz'a, psa moich rodzicow (na zdjeciu po imprezie) oraz Laury, wspomnianej ponizej (pomysl na torcik do sciagniecia). Niestety w dwoch pierwszych nie uczestniczylismy. Za to na zywo bylo rozpoczecie 2go semestru szkolnego mojego syna i rozpoczecie edukacji corki Niny. W mundurkach. Nina, jak wszyscysmy przypuszczali, jest bardzo zadowolona ze swojej placowki. Na zdrowie! Troszke zdjec pozowanych, prosze bardzo. A, i praca domowa, czyli recykling butelki plastikowej po wodzie. Na dole sa kolorowe szkielka, ziemia i paprotka. Butla do powieszenia na szkolnym parkanie.
Takiej choineczki jak pod spodem, to nie mielismy, ale przybralismy wysoka rosline z balkonu i pieknie dala rade nam ozdabiac Swieta w gronie przyjaciol. Byly to Swieta stacjonarne, tylko 3 dni spedzilismy w KL zalatwiajac dla dzieciakow paszporty w Ambie u Pana 'Witam Panstwa! Zapraszam Panstwa!', jak nazywamy z Teolem Pana Konsula, ktory juz 3ci raz tak samo sie z nami wita i sa to bardzo mile dla uszu mojego syna slowa, gdyz jezyk polski slyszy tylko ode mnie i Ninki, wiec zawsze mila niespodzianka. Goscilismy znajomych na salonach (zdjecie z Laura, Poleczka, ktora po prawie 2 latach w Malezji wyjechala...), basenie i w naszym przeslicznym starym parku. Czesto byla tez plaza, gdzie jednego razu wzielam udzial w buddyjskim ratowaniu zycia ciezarnym krabom. Babki kupily za ponad 500 PLN tegoz zwierza na bazarku i dawaj go na plaze wypuszczac do morza, uwalniac, dawac zycie setkom potomstwu itd. Za to dziewczyny mialy dostac od 'boga' plus, czyli dobra energie i przekazac ja komus. Przecinalysmy sznury, ktorymi skrepowane byly szczypce krabow (krabek?) i heja, do wody! Potem krotka modlitwa i energia poleciala.... w moim przypadku do rodzicow, ktorzy wlasnie sie tegoz dnia przeprowadziwszy, zeby im sie dobrze mieszkalo.
A my dzis zaczelismy 4-tygodniowe wakacje! Yes! Byl koncert swiateczny i 'cu next year!' (A w NY Nina wstepuje w progi ponizszego Przedszkola!!)
Teol (2 Klasa) wsrod reniferow (Zerowka).
Yoan (Francja), nasz i Chung Sheng (Malezja)
Pozowanie po wystepach.
grupowe (Przedszkole, Zerowka, 1 Klasa, 2 Klasa)
Zerowka stoi, Przedszkole siedzi.
Bardzo sie z tego ciesze, bo dzieci sie nam przechorowaly na grype i jestesmy lekko zmasakrowani fizycznie i psychicznie (Nina miala jednej nocy ponad 40 stopni - Teos wlasnie na fotosie czyta Jej ksiazeczke, zeby nie zasnela, bo musi wziac paracetamol),
wiec wszystkim nam sie przyda wypoczyn. Czy bedzie on stacjonarny czy resortowy - jeszcze nie wiadomo. Na razie sen, spokoj, lenistwo i
produkcja ozdob swiatecznych.
W przyszla sobote teatr i "Bajki Ezopa' w wykonaniu brytyjskiej trupy teatralnej. Juz trzeci raz sa na wyspie, Teol ze szkola zawsze uczeszcza, teraz na mnie pora. I inne atrakcje kulturalno-towarzyskie.
W ostatni weekend kazdego miesiaca jest mini festiwal kultury chinskiej na naszej wyspie. I tak, w jednej ze swiaten buddyjskich, bardzo preznej kulturalnie wlasnie, ogladamy taniec smoka lub lwa, ktory przdstawiany jest na Chinski Nowy Rok i gdzie popadnie.